Wstęp - czyli co i jak się stało?
Zaczęło
się od wycieczki w słowackie góry. Postanowiłam spróbować swoich sił na nartach.
Niestety, nie byłam odpowiednio przygotowana. Zawsze o tym pamiętajcie, ale
skoro jesteście na moim blogu podejrzewam, że na takie rady już za późno lub
wcale ich nie potrzebowaliście. Do rzeczy, nie jestem typem osoby wysportowanej
i szczerze: nie zdążyłam się najeździć. Jechałam z małą prędkością, straciłam
panowanie nad tym co robię i przewróciłam się.
Niestety,
jedna narta się nie wypięła. Wygięła się za to moja noga, do wewnątrz – tu
nastąpił uraz. Nie wiem dokładnie jak. Wiem, że trwało to kilka sekund. Przekoziołkowałam i już. Wcześniej
byłam mocno zestresowana i może właśnie dlatego nie poczułam nic. Nie bolało.
Po prostu się stało i wiedziałam, że coś jest nie tak. Dziwi mnie to, ponieważ
z historii osób, które zerwały lub naderwały więzadła słyszałam, że ból był
okropny, nawet zmuszający do płaczu. Jednak nie w moim przypadku, a jestem
osobą wrażliwą na ból. Dodam, że od momentu urazu do podania mi zastrzyku
przeciwbólowego myślę, że minęło około 1,5 godziny. Cały czas nie bolało. Może
trochę, jak przy zwykłym upadku. Chłopak wypiął mnie z nart i pomógł usiąść. Nie
próbowałam wstawać – czułam już, że noga jest niestabilna i prawe kolano dosłownie
ucieka. Jak dowiedziałam się później jest to efekt szuflady. Szczerze mówiąc,
znajomi myśleli, że panikuję. Czy słyszałam charakterystyczny trzask? Nie wiem,
może. Mogła to też być druga narta, która się wypięła.
Po zjechaniu ze stoku skuterem ratunkowym,
pojechałam karetką do słowackiej kliniki. W tym momencie muszę podkreślić jak
ważne jest ubezpieczenie na czas podobnych wyjazdów! Dzięki temu otrzymałam powrotny
transport medyczny i pełną opiekę na miejscu – włącznie z USG, rezonansem (!), dodatkowo zastrzyki
przeciwzakrzepowe, maść, tabletki przeciwbólowe, kompres żelowy, nową ortezę (czy też raczej
miękki stabilizator) oraz kule. Problematyczne było jedynie czekanie na potwierdzenia
badań z centrum ubezpieczeniowego i wiszenie na infolinii, słuchając niemal 10
minutowej informacji o RODO oraz aplikacji mobilnej… Sam personel kliniki godny
pochwały. Czułam się lepiej i bezpieczniej niż w Polsce.
Konkretnie o urazie – zerwane więzadła. Z rezonansu wynikło,
że więzadła boczne LCL zostały naderwane (stopień II/III), MCL zerwane (stopień III)
oraz ACL zerwane. Kolano zdążyło już spuchnąć jak balon, bez widocznych sińców.
Jak wspomniałam otrzymałam miękką ortezę i zakaz chodzenia na prawej nodze, czego
i tak nie byłam w stanie robić.
Do powrotu do Polski zostały 4 dni, które
postanowiłam przeleżeć na Słowacji. Leżałam, trzymałam kolano w górze, chłodziłam okładem i smarowałam
maścią. W tym momencie nie robiłam żadnych ćwiczeń lub napięć mięśniowych. Jeśli
chodzi o ból – nic się nie zmieniło. Czułam jedynie opuchliznę i raptem dwa
razy wzięłam pół pyralginy. Trzy razy byłam na kontroli w klinice, gdzie
robiono mi punkcję. Delikatnie, w miarę szybko, ze znieczuleniem. Wiadomo
jednak, że to nic przyjemnego.
Potem wróciłam do Polski.

Komentarze
Prześlij komentarz